Jeżeli napiszę mu się, że np. wypłatę dostaje dopiero za tydzień i że wtedy wyślę te pieniądze to nie powinien mieć żadnych zastrzeżeń. Wiem to z własnego doświadczenia
_________________ „Muzyka to chińska łamigłówka, którą każdy rozwiązuje po swojemu i zawsze dobrze, bo jest bez rozwiązania”
Dla mnie płta nie musi działać (oczywiście lepiej, żeby działała). Ważne, że oryginał i że jest po prostu, tak czy siak nie słucham z płyt, wszystko mam w formacie MP3 na HDD.
nie słucham z płyt, wszystko mam w formacie MP3 na HDD.
To masz niezłą jazdę. Bo to jest jak taka sytuacja :
Masz do wyboru zajebistą laskę i grubą laskę. Wybierasz obie, z tym, że zajebistą laskę oblewasz cementem i stawiasz w pokoju jako pomnik, a grubą grzmocisz i z nią jesteś.
Gdzie tu sens posiadania oryginalnego nośnika ?
_________________ Mięso też byś chciał? Żryj włosy z penisa!
Masz do wyboru zajebistą laskę i grubą laskę. Wybierasz obie, z tym, że zajebistą laskę oblewasz cementem i stawiasz w pokoju jako pomnik, a grubą grzmocisz i z nią jesteś.
Kwestia gustu, kto co lubi. :p
Żurek napisał/a:
Gdzie tu sens posiadania oryginalnego nośnika ?
Sens posiadania oryginalnego nośnika jest taki, żeby go mieć. Lubie mieć sporo płyt zespołu któy lubię. Można wręcz powiedzieć, że kolekcjonuje płyty niektórych zespołów.
Po coś są te MP3 w końcu, nie? Dla mojego ucha nie ma różnicy czy słucham z płyt czy z MP3, o ile oczywiście jakość tego MP3 jest odpowiednia a takie właśnie posiadam. Za dużo zachodu z płytami, nie można ustawić na liście odtwarzania piosenek z różnych płyt (pragnę podkreślić, że komputer, którego używam [laptop] ma TYLKO jeden napęd CD ).
Żeby było co kraść ?
Jakość mp3 to jest kpina, naprawdę nie słyszysz tego metalicznego spłaszczonego gówna w mp3 ?
Archon napisał/a:
Sens posiadania oryginalnego nośnika jest taki, żeby go mieć.
nenene. Po to, żeby korzystać. Taka jest definicja. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem kogoś kto łoży kasę na coś, a potem, tego z folii nie wyciąga i tylko na to patrzy...
_________________ Mięso też byś chciał? Żryj włosy z penisa!
Ja używam oryginalnych płyt raczej ostrożnie, nie chce by się mi porysowały. Do ulubionych krążków mam na kompie wersję FLAC, do reszty mp3 320kb/s, też dają radę nawet.
FLAC jeszcze jeszcze, ale mp3, jakikolwiek bitrate to jest kpina. I bez śmiesznych haseł w stylu 'Ty słyszysz róznicę?!?!', bo tak, słyszę. Poza tym słuchanie muzy z kompa to nie jest obcowanie ze sztuką, tylko z gównem. Słuchanie płyty, to wyciągnięcie jej z pudełka, przeczytanie książeczki w międzyczasie rozkoszowanie się niuansami produkcji z volume na pół regulatora, siedząc wygodnie w fotelu ;]
Jestem staroświecki, wiem. Dla mnie muzyka to nie produkt, tylko sztuka. Nie coś do kolekcjonowania, tylko do przeżywania. A skoro artysta wydaje coś w konkretnej wersji, nie będe robił z tego stratnego formatu, tylko słuchał jak bozia nakazła. Ament.
_________________ Mięso też byś chciał? Żryj włosy z penisa!
Możliwe, ale to jeszcze nie znaczy, że każdy ma obowiązek tak robić. To moja sprawa co zrobię z płytą - jeśli sprawi mi to przyjemność to mogę ją sobie nawet w dupę wsadzać mimo iż nie ma o tym nic w definicji. Gadanie, że taka jest definicja nie ma dla mnie znaczenia.
Żurek napisał/a:
naprawdę nie słyszysz tego metalicznego spłaszczonego gówna w mp3 ?
Yyyyy.... nie. Są MP3 w lepszej i gorszej jakoś. Już sam fakt, że słucham z formatu MP3 świadczy o dużej kompresji dlatego staram się być w posiadaniu MP3 w jak najlepszej jakości. Jak widać dla mnie wystarczająca. Wystarczająca, czyli, że nie przeszkadza i nie słyszę... no... tego, jak to tam... SPŁASZCZANEGO GÓWNA.
pepek napisał/a:
mp3 320kb/s, też dają radę nawet.
Dla mnie też daje radę.
Żurek napisał/a:
Poza tym słuchanie muzy z kompa to nie jest obcowanie ze sztuką, tylko z gównem.
Tak więc bywa, że obcuję z gównem. Cóż... trzema mieć odwagę się przyznać. Ale obcuję też z muzyką. U mnie wygląda to tak... często robiąc coś przed komputerem mam włączoną muzykę... bo lubię pracować przy muzyce (jeszcze zależy co robie, ale w większości tak jest), ale bywa i tak, że mam ochotę poobcować z muzyką i wtedy biorę jakąś płytkę i idę do wieży i delektuję się muzyką. Pamiętam jak katowałem w ten sposób Legacy z singla Last Resort. Więc to nie jest tak, że ja nie używam płyt a już na nie trzymam ich w folii. Słucham dość sporo muzyki, pracując przed komputerem, jak już wspomniałem. Szkoda płyt (mówię tak bo czuję, że powinienem :p ), ale głównie chodzi o to, że nie mam zamiaru co chwilę zmieniać płyt. Chce się skupić na tym co robie, a muzyka jest dla mnie tłem.
Innym razem kładę się i słucham z iPoda. Wtedy również się delektuję muzyką. No iPod to wiadomo... nie ma napędu CD.
Każdy ma inne podejście, ofkorzzz. Ja jestem zdrowo nawiedzony, więc jak się zacznę buldoczyć znów to pamiętaj - bez ciśnień. Po prostu dla mnie muzyka to świętość, dla Ciebie coś do tła, i luz. Nie zrozum mnie źle, nawet jeśli jest tylko tłem może być świętością dla Ciebie. No ale...zaplątałem się...no inne podejście mamy, u mnie pół rodziny na czymś gra i jestem lekkim audiofilem, muzykofilem i debilem i już.
_________________ Mięso też byś chciał? Żryj włosy z penisa!
Po prostu dla mnie muzyka to świętość, dla Ciebie coś do tła, i luz. Nie zrozum mnie źle, nawet jeśli jest tylko tłem może być świętością dla Ciebie. No ale...zaplątałem się...
A ja właśnie się odplątałem. Bardzo dobrze napisałeś - "nawet jeśli jest tylko tłem może być świętością dla Ciebie". I właśnie tak jest. Dzięki za zrozumienie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum