The Paramour Sessions jest na pewno rozwinięciem myśli poprzedniczki.
Tylko ze dużo lepsza.
Jak usłyszałem singiel do ”... to be loved", zawiodłem się, kawałek był średni, miał swoje tempo i energie, ale przypominało mi to kawałek w stylu obecnych gówniarskich zespołów grających na MTV
Cieszę się jednak ze reszta albumu jest zdecydowanie lepsza i tu można powiedzieć ze są nawiązania do poprzednich CD z dużą dawka nowości.
każdy kawałek przynosi coś nowego i cos nawiązuje.
pomijając pierwszy kawałek, dostajemy Alive - wyśmienity kawałek naprawdę jest zajebisty - agresywny album Cobiego, ciężkie riffy i tempo, jakby tak wyglądał cały album byłby to najlepszy album, niestety albo i stety dalej jest inaczej. Kolejny Clash tez jest dobrym kawałkiem, ma tempo i ciężar, tylko ze brzmienie w tym kawałku wydaje mi się trosze za mocno podbite klawiszami.
Utwór The World Around You spuszcza już z tonu na sprawę melodii, jak także w kawałkach Forever, Time Is Running Out, What Do You Do?. takie kawałki są bardzo dobrze zmixowane z tymi szybszymi i bardziej agresywnymi jak No More Secrets. My Heart Is At First staje się kawałkiem o niepowtarzalnym klimacie, dalsza część kawałka kojarzy mi się z tym co robi nasza Coma moim zdaniem ten kawałek to szlagier. W The Fire jest podobnie jak na GAWM nawiązanie do LHT.
Na sam koniec kapitalna rzecz - użycie symfonii, Roses On My Grave
staje się przepysznym smaczkiem
moje typy:
1 Alive
2 My Heat Is At First
3 Recless
no, myslalem ze juz nikt nie zalozy tematu o TPS:) Mi sie album podoba:) Jest lzejszy zdecydowanie ale ma tez mocniejsze brzmienia (alive, crash itd...) Wyraznie Karaluchy przeszly w strone klasycznego rock'a... Ale mam nadzieje ze nowy album bedzie mocniejszy od The Paramour Sessions... Cos w stylu wlasnie Crash i Alive...
_________________ Do you like how it feels
To be bit in the neck by the snake that kills
No cóż, kolej na mnie (kto czyta komentarze pod newsami już wie czego sie może spodziewać).
No więc najważniejsze jest to, że mi sie album nie podoba. W mojej subiektywnej opinii to najsłabszy album PR, za dużo tu "wohoułowania" itp. Singiel to moim zdaniem zupełne nieporozumienie, po jego usłyszeniu miałem bardzo złe przeczucia w stosunku do nowej płycie, które niestety częściowo się potwierdziły. Dalej jest Alive i Crash, utwory niby niezłe, niby mocne, ale jakoś nie trafiają w mój gust. I podobnie jest z większością utorów. Bardzo fajny motyw jest w Forever, ten kawałek nawet w miarę mi się podoba, podobnie jak Time is runnig out (świetne zwrotki, ale te wohoułoł jest tragiczne...). I dewise my own demise i my heart is a fist to chyba najlepsze utwory na płycie, moze dodałbym do tego jeszcze No more secrets. Najbardziej rozwalił mnie jednak kawałek The Fire. "To muzyka, przy której będzie chciał się pieprzyć! Zbada nasze seksualne potrzeby!" - pisał Coby na brokeh przed premierą płyty. No więc, tak jak już pisałem w komentach pod newsami, jeśli u kogoś zbadał to gratuluję. Refrenik jest taki nawet "fajniutki" (tak bym określił co lepsze momenty na tej płycie), ale zwrotki? Takie jakieś kubańskie rytmy do mnei nie przemawiają.
Nie oceniam płyty z technicznego punktu widzenia, bo wokal Coby'ego jest naprawdę dobry, widać że ciągle nad nim pracuje, muzycznie pewnie też im nie można nic zarzucić. No ale przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, że mi się to po prostu nie podoba (to się nazywa gust, i każdy ma to coś inne).
Moja ocena: hmm... 3-4/10
_________________ [this reality is really just a fucked up dream]
Oho, u mnie bylo tak, ze ja jak tylko uslyszalam o tym, ze PR beda nowa plyte wydawac, to odrazu bylam nastawiona na to, ze bedzie to nic innego, jak DU-PA. Tak wiec nie wiazalam zadnych wiekszych nadziei z ta plyta. Jak uslyszalam To be Loved ( juz nie mowiac o tym, jak zobaczylam teledysk) to szczeka mi opadla i myslalam, ze prawie sie ze smiechu poleje... acz nie zaprzeczam, ze sluchalam tego, bo jak juz wspomnialam gdzies tam, byl to kawalek lekki, latwy, przyjemny, do potupania sobie nozka, a widozcznie akurat w tamtej chwili potrzebowalam jakiejs lekkiej odskoczni. No. Zdanie zaczelam zmieniac po tym, jak posluchalam trzech kawalkow na MySpace. Noooo tu juz wiedzialam, ze caly album jednek nie bedzie taki, jak To be Loved. Ucieszylam sie. Potem posluchalam calego albumu na tym, tym player'rze... No i bylam wrecz zachwycona! Serio. A teraz patrzac z perspeltywy czasu to prawie wszystkie piosnki sa do siebie podobne... no procz ROMG. Akurat tutaj uwazam, ze baaardzo dobry pomysl mieli. Ale plyte i tak kupie, i tak ja chce, bo sluchac bede na pewno. O.
_________________ "You guys are heart, you guys are soul, you guys are Papa Roach's spirit." - J. Shaddix, 27.09.2009, Warsaw.
Ostatnio zmieniony przez ~Marta 23-07-2011, 10:28 , w całości zmieniany 1 raz
No własnie. Zapomniałem o "Roses on my grave". To moim zdaniem najjaśniejszy punkt na tym krażku. Lubie takie eksperymenty, skrzypeczki tudzież pianinko. To jedyny kawałek który spodobał mi się po pierwszym przesłuchani TPS.
_________________ [this reality is really just a fucked up dream]
no a ja jestem wręcz zachwycony nowy 'dzieckiem' PR :D nie zawiodłem się tak jak niektórzy tutaj a wręcz przeciwnie uważam album za prawdziwy majstersztyk 8) A jeśli mam wybrać ulubione kawałki no to muszę postawić na:
Crash
Alive
Reckless
No More Secrets 8)
Ja bym nie powiedział, że krótka. Raczej standardowa. PR to nie Coma, żeby nagrywali kilkunastominutowe utwory A dodając do tego 3 utwory bonusowe to pod względem objętości płycie zarzucić akurat nic nie można (choć ja już sam nie wiem jaki bonus jest na jakim wydaniu).
_________________ [this reality is really just a fucked up dream]
Tu zamieszczam recezje z Teraz Rocka, z najnowszegio numeru, podobnie jak recka GAWM jest do dupy
Gdy zespól wynajmuje jakąś posiadłość, mieszka tam przez chwilę i nagrywa płytę, powstaje zwykle dzieło wybitne. „Czwórka" Zeppelinów, Unforge&abłe Fire U2, Blood Sugar Sex Magik Red Hot Chili Peppers. Papa Roach postanowili być w tej dziedzinie pionierami. Wynajęli, pomieszkali. wydali słabiznę.
Nie dajcie się zmylić singlowi, ...To Be Loved Naprawdę wyśmienitemu: z dawno nie słyszanym rapowaniem, porywającym tempem i stadionowo chwytliwym zaipiewem w refrenie. Dorównują mu tu może jeszcze ze dwie kompozycje. Mocne, acz mniej przebojowe Alive i No More Secrets. Reszta jest smutną kontynuacją poprzedniej płyty. Świadectwem postępującego zagubienia. Zespół obija się miedry modnymi ostatnio klimatami emopunkowymi (Time Is Running Out i okropny What Do You Do?. balladkami godnymi INXS (Forever), a pop rockiem przypominającym rozmydlony Aerosmith (The Fire). Coraz mniej w dodatku słynnych, zapamiętywał nych refrenów-coraz więcej nijakości.
Jeśli nie wykorzystali takiej okazji, to chyba już się nie podniosą...
Aaa czytalam to w Empiku z tydzien temu. Zostala chyba napisana tak na 'odwal sie'... Widac bylo, ze PR ani nie grzeje, ani nie ziebi autora, tak samo jak cala plyta... Krotko, nudno i jakbym tej plyty nie slyszala to z tej recenzji rowniez duzo bym sie o niej nie dowiedziala.
Myslalam, ze raczej przynajmniej porzadnie ja zjedzie ;p A tu nic.
Raczej nie liczylam na to, ze beda sie rozpisywac w samych superlatywach.
_________________ "You guys are heart, you guys are soul, you guys are Papa Roach's spirit." - J. Shaddix, 27.09.2009, Warsaw.
Ostatnio zmieniony przez ~Marta 23-07-2011, 11:12 , w całości zmieniany 1 raz
oto najlepszy przyklad.. ze nie zawsze czlowiek piszacy recenzje ma racje.. najlepiej sciagnac samemu posluchac a potem kupic plyte.. jezeli sie podoba ;]
pewnie miał zły dizeń pokłócił/a się z mężem/żoną albo innym partnerem,
zepsóła mu się wierz/ża (fak ahh ten polski) dostał/a mandta.... i napisał/a to na odwal się jak najszybciej.
mi płyta się podoba baardzo!!!
szczególnie :
:arrow: roses on my grave
:arrow: alive
:arrow: crash
:arrow: I devise my own demise
pff wogóle może i dla innych PR zpadło z poziomu ale nie sądze tak...
poprostu grają nieco inaczej co nieznaczy że źle.
[Pamiętaj, że przy debug mode lubi innych ewentualnych błędach podczas dodawania posta, post dodaje się i tak. Mikez]
_________________ ...z tej choroby nie da się wyleczyć,
więc będziemy dalej z nią żyć
i z tego życia się cieszyć!!!
Ostatnio zmieniony przez XsayuriX 22-10-2006, 8:21 , w całości zmieniany 1 raz
Jeżeli chodzi o recenzje muzyczne, to pamiętajcie, że NIE MA czegoś takiego jak obiektywna recenzja- każda jest tylko i wyłącznie subiektywna. Płyta miała prawo się nie podobać...
A jeżeli chodzi o mnie, to uważam PS za plyte zdecydowanie lepszą od Getting Away- chociażby dlatego, że zespoł zdązyl nas przyzwyczaic do nowego "looka". Mimo tego, powrócił troche do korzeni "Infest"- To be loved... jest "skocznym" kawałkiem. Dobra płyta-ciągle dla mnie numer jeden jest Infest ale w kazdej plycie Papa Roach znajde coś, co moge nazwać "kawałkami kultowymi" dla fana Papa Roach
Zauważyłem też, że ta płyta jest (mam w końcu orginał!) bardziej...gitarowa. Klimatem oczywiście przypominająca GAWM ale spodziewałem się czegoś spokojniejszego i bardziej melodyjnego. Jak na razie dla mnie bardzo dobra płyta-bo melodyjność to nie wszystko. Aha- Ciekawe posunięcie z utworem S.o.s. Bonus dla Anglików, a przeciez super kawałek, z super słowami (Bo rify gitarkowe raczej się za często powtarzają)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum